Nareszcie! Tyle miesięcy czekałam na ten moment. Można spać
do dziewiątej bez wyrzutów sumienia. Co więcej – z poczuciem, że to lenistwo
jest w pełni zasłużone. Tak właśnie zaczynam długo wyczekiwany urlop…
Pomiędzy drzewami widać już błyszczącą od słońca taflę
jeziora. Wystarczy zejść na dół, załatwić formalności w wypożyczalni i już
można wypływać. Rower wodny to mój ulubiony środek transportu na jeziorze.
Najpierw podpłynę do aeratora. Ciekawe – podobno to dziwne urządzenie ma
spowodować oczyszczenie naszego jeziora. Być może doczekam chwili kiedy znów
będzie można kąpać się w jego wodzie… Teraz mogę opłynąć wyspę. Tajemnicza,
zielona, kusi, żeby zobaczyć co skrywa. Ale sama tam nie wejdę, aż taka odważna
nie jestem.
Mam wrażenie, że „moje” jeziorko zyskało drugie życie. Przez długie lata było obdarowywane przez
miasto ściekami, a na jego tafli czasami można było zobaczyć tylko jakąś łódkę
z wędkarzem. Teraz aż miło popatrzeć: rowery, kajaki, łodzie, nawet kilka
żaglówek. Całe mnóstwo ptactwa, które bez obawy podchodzi do karmiących je
dzieci. I do tego jeszcze pływająca fontanna. Może za jakiś czas to miejsce
zacznie przyciągać Poznaniaków szukających odpoczynku. Tak jak to było wiele
lat temu, jeszcze przed wojną…
Ale to słońce razi w oczy. Trzeba było zabrać okulary…
c.d.n.
c.d.n.